Już od pięciu lat (prapremiera miała miejsce w dniu 27 września 1998) w sali im. Emila Młynarskiego Teatru Wielkiego w Warszawie mamy możliwość oglądać cieszące się niezmiennym powodzeniem spektakle "Pana Marimby", opery dziecięcej z muzyką Marty Ptaszyńskiej, do libretta Agnieszki Osieckiej.
Określenie "opera" jest chyba nieco za wąskie dla scharakteryzowania tego, co dzieje się w tym przedstawieniu. Są tam, typowe dla tego gatunku sztuki scenicznej, partie śpiewane, solowe i chóralne, są, pełniące podstawową dla rozwoju akcji rolę, partie baletowe.
Fabuła przedstawienia jest prościutka, typowa dla literatury dziecięcej i młodzieżowej - pozostawione same w domu dzieci, których rodzice gdzieś wyjechali, przeżywają niesamowite przygody i same odbywają daleką podróż. Nic oryginalnego. W tym jednak przypadku następuje zatarcie granicy pomiędzy światem realnym i nierealnym, właściwie do końca przedstawienia widz nie wie, czy patrzy na obraz rzeczywistych wydarzeń, czy to tylko wyobraźnia dzieci, pozostawionych w nietypowej dla nich sytuacji, płata figle i podsuwa dziwne wizje. Bo jak wytłumaczyć fakt, iż przewodnik w podróży za zaginionymi rodzicami, tytułowy Pan Marimba, kropka w kropkę jest podobny do ojca, który wyjechał? A właściwie, dlaczego aranżująca niesamowite sytuacje wróżka, to nikt inny niż poszukiwana, wytęskniona matka? I w jakim celu dziwny Pan Marimba przyjął imię marimby, już prawie zapomnianego instrumentu muzycznego? Na te pytania widz do końca nie dostaje odpowiedzi. Ale młoda widownia tej odpowiedzi nie oczekuje, chłonie wartką akcję, słucha wpadającej w ucho, intrygującej, choć wcale nie łatwej i nie banalnej muzyki i śpiewu.
Kierownictwo muzyczne przedstawienia spoczywa w rękach Sławka A. Wróblewskiego, autorką inscenizacji, choreografii i reżyserem spektaklu, przy współpracy reżyserskiej Henryka Jeża, jest Hanna Chojnacka, scenografia to dzieło Katarzyny Proniewskiej-Mazurek. Spektakl wystawiany jest siłami uczniów szkoły baletowej i kierowanego przez Sabinę Włodarską młodzieżowego chóru Alla Polacca. Biorą w nim też udział soliści Teatru Wielkiego, w podwójnej partii Taty/Pana Marimby - Czesław Gałka i Jacek Parol, a w partii Mamy/Wróżki - Anna Lubańska, Elżbieta Pańko i Katarzyna Suska. Myślę, że przed pięcioma laty, gdy przedstawienie wchodziło do repertuaru, nikt nie oczekiwał takiego długotrwałego zainteresowania publiczności.
Jestem zdania, iż klucz do tego sukcesu wynika z wielu przesłanek. Po pierwsze, trzeba to wyraźnie podkreślić, młody widz jest traktowany z należytą powagą, chciałoby się powiedzieć, z należytym szacunkiem. Nie ma w przygotowaniu tego przedstawienia miejsca na jakąkolwiek amatorszczyznę, na jakiekolwiek przymrużanie oka, zarówno w zakresie libretta, tekstów, jak i w warstwie muzycznej i choreograficznej. Wyraźnie widoczne jest, że spektakl został przygotowany przez fachowców wysokiej próby. Ale równocześnie przyjęte zostało założenie, że spektakl wykonywany przez młodzież dla dzieci i młodzieży nie może być tak do końca poważnym, koturnowym przedstawieniem, takim, jak spektakle, w których wszystkie role obsadzone by były dorosłymi i w pełni ukształtowanymi artystami. W każdym przedstawieniu "Pana Marimby" można by doszukiwać się pewnych niedociągnięć zarówno wokalnych jak i tanecznych, tylko, jaki miałoby to sens? Jest oczywistym, że przedstawienie, w którym biorą udział dzieci i młodzież nigdy nie będzie spokojne i toczące się według z góry ustalonego planu, w trakcie którego to przedstawienia nic nieprzewidzianego nie może się stać. W zamian za ten stan idealny "Pan Marimba" proponuje nam świeżość, radość, a także, o zgrozo (?), pewną nieprzewidywalność. Młodzi wykonawcy cieszą się i bawią, co sprawia, że przedstawienie za każdym razem proponuje widzom coś trochę innego, coś nowego, nową historię opartą na tym samym libretcie. To przedstawienie żyje swoim własnym życiem, życiem, być może trochę niezależnym od pierwotnych zamierzeń twórców przedstawienia, choć utrzymanym w ramach swobody pozostawionej przez dorosłych artystów-twórców młodym wykonawcom. Z tymi młodymi wykonawcami doskonale współpracuje dyrygent Sławek A. Wróblewski, który z ogromnym wyczuciem potrafi stworzyć nastrój nawet przy mniej ciekawej muzycznie scenie, który panuje nad spektaklem, dostosowuje tempo muzyki do aktualnych możliwości wykonawców, tuszuje ich ewentualne potknięcia. Właśnie ta świeżość, ta nieprzewidywalność powoduje, że jest wcale nie mała grupa młodych widzów, którzy przychodzą na ten spektakl kilkakrotnie.
Uważam także, że sukces "Pana Marimby" wynika również z tego, że co roku dorasta do oglądania tego przedstawienia całkiem pokaźna grupa nowych widzów, dla których spektakl ten jest pierwszym kontaktem z profesjonalnym teatrem, kontaktem, który może okazać się decydującym dla ich przyszłej edukacji kulturalnej. Dorastanie do "Pana Marimby" dotyczy nie tylko widzów, ale także wykonawców, zwłaszcza uczniów szkoły baletowej. Najmłodsi, uczniowie trzeciej, czwartej klasy baletowej (odpowiednik szóstej szkoły podstawowej lub pierwszej gimnazjalnej) tańczą krótkie zbiorowe tańce, starsi wykonują stawiające większe wymagania partie zbiorowe i mniejsze solowe, najstarsi, uczniowie klasy ósmej i dziewiątej, wymagające już profesjonalnego warsztatu partie solowe. Niektórzy z uczniów mają to szczęście, że w ciągu swojej szkolnej edukacji mają okazję wystąpić w kilku, coraz trudniejszych, partiach.
Niektórych uczniów, których przed czterema, pięcioma laty oglądaliśmy w spektaklach "Pana Marimby" obecnie podziwiamy już jako profesjonalistów w różnych spektaklach Teatru Wielkiego. Są tancerkami tego teatru Berenika Jakubczak i Magda Krawczykowska, które w "Panu Marimbie" tańczyły taniec japoński, tańczy w Teatrze Wielkim również Łukasz Tużnik, który w "Panu Marimbie" dźwigał na swych barkach wiodącą partię taneczną Strasznego Ptaszyska. To tylko przykładowe nazwiska. Wielu innych młodych wykonawców, którzy zdobywali zawodowe ostrogi w "Panu Marimbie", obecnie również związanych jest z różnymi scenami tanecznymi.
I jeszcze odrobina osobistej refleksji. Autorka tego tekstu, będąca w owym czasie uczennicą liceum plastycznego, oglądała wiele przedstawień "Pana Marimby", zarówno z widowni, jak i zza kulis, w okresie od premiery we wrześniu 1998, aż do marca 1999. Efektem tego spotkania teatru, baletu i plastyki były szkice z przedstawień, powstające dosłownie "na kolanie", bezpośrednio w trakcie spektakli, próbujące uchwycić ulotne piękno tańca charakterystycznego, dokonać syntezy poszczególnych postaci. Wybór z tych szkiców był pokazany na dwóch wystawach, w Warszawie w Szkole Baletowej i w Lądku Zdroju podczas Lądeckiego Lata Baletowego.

Kinga Twarowska, relacja zamieszczona w Super Dance Magazine /Nr 4 styczeń 2004/.

Relacje i recenzje Publikacje | Szkice z przedstawień baletowych i teatralnych | Kilka słów o autorze | Strona główna KINGI TWAROWSKIEJ-TRUKAN |