Rozpoczęcie sezonu w teatrze to chwila, na którą czekają wszyscy miłośnicy sztuki dramatycznej, opery czy baletu. Po wakacyjnej przerwie wracają oni, spragnieni wrażeń i emocji, których dostarcza im teatr. Jest to okazja do nowych premier i świętowania innych uroczystości o wydźwięku artystycznym.
Sezon 2004/2005 w Operze Bytomskiej rozpoczął się wyjątkowo. Został wystawiony "Faust" Charlesa Gounoda z librettem według J. W. Goethego. Pozwolę sobie tutaj na parę słów refleksji. Opera w Bytomiu nie należy do największych w Polsce, czy najbardziej znanych. Scena jest mała, a widownia nie jest w stanie pomieścić zbyt dużej liczby widzów. A jednak jest coś, co sprawia, że ludzie tam przychodzą i pomimo niewielkich rozmiarów sceny, braku nowoczesnej maszynerii lub też po prostu niemożliwości zrealizowania spektaklu z gigantycznym rozmachem, wychodzą usatysfakcjonowani i pełni wrażeń. Sprawia to nie tylko magia danego spektaklu, ale przede wszystkim atmosfera teatru. Bliskość pomiędzy widzami, a wykonawcami likwiduje barierę ogromnych przestrzeni istniejących w dużych teatrach. Kontakt publiczności z artystami jest wręcz namacalny. Oglądający znajdują się jakby w centrum akcji, śmieją się i płaczą, równie silnie przeżywają wszystkie emocje. To nie oni przychodzą do teatru, ale teatr przychodzi do nich i pozostaje jeszcze długo po zakończeniu przedstawienia.
Wystawiony przez Operę Bytomską "Faust" był czymś niezwykłym. Zawierał w sobie ogromny ładunek emocjonalny, ujawniający się w pełnej uczuć i dramatyzmu grze. Artyści włożyli w to przedstawienie całych siebie, uwolnili się od trosk codziennych i całkowicie poświęcili, oddając uczucia bohaterów opery. Scenografia w subtelny sposób nawiązywała do realiów epoki, w której toczyła się akcja "Fausta". Wprowadzała w klimat tamtego okresu, a jednocześnie cały czas pozostawała nienatrętnym scenograficznym skrótem historycznej rzeczywistości. Ciekawym elementem bytomskiego "Fausta" była obecność sceny, którą często się pomija w innych realizacjach. Wynika to, z jej, tak naprawdę niezwiązanej ściśle z akcją opery, rolą. Mam tu na myśli niezwykle widowiskową "Noc Walpurgii". W tej realizacji "Fausta" pozostała ona ważnym elementem całości obrazu. Scena ta jest często dużym wyzwaniem dla choreografa i tancerzy, gdyż wymaga ona ogromnej dawki energii i gwałtowności. Spektaklowi w Operze Bytomskiej udało się wyjść z tej próby zwycięsko. Ten jedyny, taneczny fragment całej opery przykuł uwagę widzów korowodem barwnych, a jednocześnie pełnych dramatyzmu postaci. Dowodem, że przedstawienie trafiło do serc widzów była owacja na stojąco.
Rozpoczęcie sezonu teatralnego uatrakcyjniło również jeszcze jedno wydarzenie, ściśle zawiązane z Operą Bytomską. Jeden z czołowych artystów tego teatru - Tadeusz Leśniczak, obchodził dwudziestopięciolecie swojej pracy artystycznej. Było to okazją do wielu wzruszeń i wspomnień. Cóż można rzec na koniec... "Faust" w bytomskiej realizacji "wyszedł" do widzów, stał się im bliższy, wzruszał i bawił. Wzbudził ogromne emocje, które, myślę, że pozostaną w pamięci widzów na długo.

Kinga Twarowska, relacja zamieszczona w portalu internetowym Kamerton 23. 09. 2004

Relacje i recenzje Publikacje | Szkice z przedstawień baletowych i teatralnych | Kilka słów o autorze | Strona główna KINGI TWAROWSKIEJ-TRUKAN |